Advertisement

[WYWIAD] Jak przed 60 laty obchodzono Dzień Kobiet? Opowieści o rajstopach i goździkach

[WYWIAD] Jak przed 60 laty obchodzono Dzień Kobiet? Opowieści o rajstopach i goździkach
Halina Kędzior
Fot. Aleksandra Szczepaniak / Olsztyn.com.pl

Dzień Kobiet na świecie obchodzony jest nieprzerwanie od niemal 111 lat. 8 marca to wyjątkowe święto, w którym panie stawiane są na piedestale. Przez swoich mężczyzn obdarowywane są kwiatami, czekoladkami i innymi podarunkami. A jak święto kobiet obchodzono ponad 60 lat temu?

Pani Halina Kędzior mieszka w Olsztynie. W młodości pracowała w Zakładzie Linii Kolejowych w naszym mieście. To właśnie stamtąd posiada najciekawsze wspomnienia, dotyczące obchodów Dnia Kobiet. Jak 60 lat temu wyróżniano kobiety? Z Panią Haliną rozmawiamy o goździkach, rajstopach,  „Kobiecie przodowniczce” oraz „towarzyszu dyrektorze”.

Jak 60 lat temu obchodzono Dzień Kobiet?

- Jako młoda, 22-letnia dziewczyna pracowałam w Dyrekcji Kolejowej w Olsztynie. W czasie godzin pracy panie były zapraszane przez mężczyzn na poczęstunek, w postaci ciasta i herbatki. Panowie nas obsługiwali. Na początku było oczywiście oficjalne przemówienie „towarzysza dyrektora”. Po poczęstunku i życzeniach wracałyśmy do pracy. Jeżeli „towarzysz dyrektor” miał dobry humor, wypuszczał kobiety o godzinę szybciej z pracy.

A czy panowie, oprócz poczęstunku, obdarowywali kobiety jakimiś prezentami?

- Tak! Wtedy była moda na wręczanie kwiatka. Prawie zawsze był to goździk. Dopiero potem dostawałyśmy na przykład tulipany. Goździk jest pięknym kwiatem, ale przez to, że był wręczany na niemal śmiesznych zasadach, stał się dla nas okazją do żartów. Pan, najczęściej ze związku zawodowego, dawał kobiecie kwiatek, a zaraz za nim stała księgowa z listą, na której trzeba było pokwitować odbiór upominku. Wszystko w funduszu socjalnym musiało się zgadzać.

Czyli można powiedzieć, że goździk stał się symbolem Dnia Kobiet?

- Tak, zdecydowanie.

Kobiety dostawały od mężczyzn głównie kwiaty, czy panowie wykazywali się nieco większą kreatywnością?

- Później, w stanie wojennym, gdy na sklepowych półkach panowały pustki, na Dzień Kobiet każda z nas dostawała także parę rajstop. Wówczas to był wielki prezent!

Był to podarunek od zakładu pracy czy również mężowie i partnerzy wręczali go swoim ukochanym?

- Nie, nie. Mężowie i partnerzy nie mogli dać kobietom rajstop, bo zwyczajnie nie udałoby się im ich zdobyć. W sklepach były pustki. Rajstopy dostawałyśmy tylko w zakładach pracy.

A jak w takim razie wyróżniali swoje ukochane?

- Wręczali bukiety kwiatów, czekoladki czy inne bibeloty. Wszystko zależało od pomysłowości pana i jego materialnych możliwości. Trzeba było pamiętać, że był to nieprzewidziany wydatek w domowym budżecie.

Dzień Kobiet było pewnego rodzaju propagandą Związku Radzieckiego czy jednak starano się w jakiś sposób wyróżnić kobiety?

- Trudno mi jednoznacznie stwierdzić. Myślę, że było i tak i tak. Był to pewnego rodzaju zwyczaj. Po wojnie, wiadomo, było niewielu mężczyzn, ponieważ polegli w walce. Pozostało natomiast dużo kobiet, które zaczęły nabierać większego znaczenia. Przyszła sowiecka moda na eksponowanie pań, które pracowały w zawodach typowo męskich. Pojawiały się takie hasła jak „Kobieta orze. Kobieta na traktorze”, „Kobieta przodownica”, „Kobieta murarka”. Panie dostawały wówczas też honorowe odznaczenia państwowe. Z tego co pamiętam, nasi koledzy z pracy wręczając kwiatek i żądając podpisu, mieli miłe miny i nie wyglądali na przymuszonych (śmiech).

Czy kobiety czekały na to święto?

- Zdecydowanie. Byłyśmy bardzo ciekawe, co nasi koledzy przygotowali na ten dzień i co każą kwitować (śmiech).

A czy panie jakoś specjalnie się wówczas stroiły?

- No oczywiście! Na Dzień Kobiet wszystkie ubierałyśmy się odświętnie, w to co miałyśmy najlepszego. Chciałyśmy się podobać, nie tylko panom, ale i sobie nawzajem.

Czy jeszcze w jakiś inny sposób, oprócz poczęstunku w pracy, świętowano Dzień Kobiet?

- Zdarzało się tak, że wraz z koleżankami wybierałyśmy się do kawiarni, zamawiałyśmy kawę, ciasto i plotkowałyśmy. Omawiałyśmy wydarzenia, które przeżyłyśmy tego dnia w pracy. Z opowiadań wiem, że również panowie wówczas nie próżnowali. Sami robili sobie własny „Dzień Kobiet”, spotykając się w męskim gronie. Zamiast po pracy wrócić do swojej ukochanej z kwiatkiem, przychodzili do domu późnym wieczorem, w innym stanie, niż wyszli do pracy (śmiech).

A czy w czasach Pani lat młodzieńczych, w szkołach obchodzono Dzień Kobiet?

- Przeważnie to związki zawodowe organizowały to święto. Nie przypominam sobie, żeby w szkole nasi koledzy składali nam życzenia. Wtedy troszkę się z tego nabijano.

W jaki sposób się nabijano?

- Lepszym określeniem będzie, że lekceważono to święto. Dzień Kobiet został ustanowiony i rozsławiony przez Związek Radziecki. My wówczas nie mogliśmy się pogodzić z tym, że żyjemy teoretycznie w wolnym kraju, ale jednak pod „zaborem rosyjskim”. Nie wolno nam było w szkole głośno sprzeciwiać się panującym regułom, ale niechęć do tego święta, to był taki nasz „cichy bunt”.

A teraz jak Pani świętuje Dzień Kobiet?

- Dostaję bardzo dużo telefonów od mężczyzn z mojej rodziny. Jest mi zawsze bardzo miło, że o mnie pamiętają. Nie jestem bowiem tylko ciocią czy babcią, ale również kobietą.

Czy nadal przywiązuje Pani taką wagę do tego święta, jak kiedyś?

- Osobiście uważam, że kobiety, tak jak i mężczyzn, powinno się kochać i doceniać nie tylko od święta. Myślę, że dziś zbyt dużo jest tych wszystkich „Dni Kota”, „Dni Konia” czy „Dni Kominiarza”. Mam takie marzenie, aby codziennie obchodzony był „Dzień Człowieka”. Abyśmy nie tylko od święta okazywali sobie serdeczność, ciepło i zrozumienie.

Rozmawiała Aleksandra Szczepaniak

Galeria

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz