Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie śmierci Olewnika. W tle olsztyński wątek

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie śmierci Olewnika. W tle olsztyński wątek
Śledztwo w sprawie śmierci Krzysztofa Olewnika prowadziła m.in. olsztyńska prokuratura
Fot. Pixabay.com

Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że polski wymiar sprawiedliwości popełnił szereg poważnych błędów w sprawie porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika, syna znanego przedsiębiorcy z Płocka. Polska musi zapłacić rodzinie zmarłego 100 tys. euro odszkodowania za przeprowadzenie nieskutecznego dochodzenia przez policjantów. Sprawa była skomplikowana, a w tle przewija się olsztyński wątek.

Krzysztof Olewnik został uprowadzony w październiku 2001 r. ze swojego domu na obrzeżach Drobina. Dzień wcześniej odbyła się tam impreza, w której udział brali m.in. policjanci. Dwa dni po porwaniu sprawcy zażądali od rodziny okupu w wysokości 300 tys. dolarów. Porywacze kontaktowali się z bliskimi wielokrotnie, ale śledczy nie byli w stanie ich zatrzymać.

Przestępcy w 2003 r. otrzymali od rodziny 300 tys. euro, jednak dwa miesiące później zabili ofiarę i zakopali jego ciało, ale nie powiadomili o tym rodziny. Jego zwłoki znaleziono dopiero trzy lata później pod Ostroęką.

Od początku śledztwo prowadziła prokuratura w Sierpcu, ale jej działania nie przyniosły żadnego efektu, dlatego przeniesiono je do Warszawy. Następnie rodzina zamordowanego poprosiła, aby dochodzeniem zajęła się prokuratura w Olsztynie, bo tam działała specjalna grupa zajmująca się uprowadzeniami dla okupu. W 2007 r. Prokuratura Okręgowa w Olsztynie badała okoliczności porwania Olewnika oraz nieprawidłowości w prowadzeniu sprawy.

Okazało się, że oględziny domu Krzysztofa Olewnika wykonano bez wymaganego nadzoru prokuratorskiego. W posesji przebywały wówczas osoby, które nie należały do grupy dochodzeniowej. Poza tym nie zabezpieczono wszystkich śladów krwi. Z kolei warszawskim śledczym ukradziono radiowóz, w którym znajdowały się najważniejsze dokumenty. Pojazdu nie odnaleziono do dziś.

O przestępstwo oskarżono Wojciecha Franiewskiego, Sławomira Kościuka i Roberta Pazika.

Przywódca bandy, Wojciech Franiewski w 2007 r. został odnaleziony martwy w olsztyńskim areszcie. Kilka miesięcy później, już w 2008 r. Sławomir Kościuk, który przebywał w pojedynczej celi, zmarł w areszcie w Płocku. Po jego śmierci w mediach pojawiła się informacja, że dyrektor okręgowego aresztu w Barczewie, Krzysztof Strzyżewski, napisał w piśmie o złym stanie psychicznym Kościuka i o przyjmowaniu przez niego leków psychotropowych. Strzyżewski zalecał, aby nie umieszczać go w pojedynczej celi. Jednak kierownictwo zakładu karnego w Płocku zignorowało tę sugestię. Z kolei Robert Pazik został znaleziony martwy w celi w zakładzie w Płocku w 2009 r. Śledczy uznali, że wszyscy bandyci popełnili samobójstwo.

Do innego dziwnego zdarzenia doszło w czerwcu 2008 r. W Komendzie Wojewódzkiej Policji w Olsztynie pękła rura kanalizacyjna, a dół budynku został zalany przez fekalia, które dostały się do pokoju zajmowanego przez olsztyński zarząd CBŚ. Tam właśnie przechowywane były dowody w sprawie. Ciecz zalała 231 dowodów, a prokuratura wszczęła śledztwo. Jednak nie dopatrzono się przestępstwa i sprawę umorzono.

Natomiast w 2015 r. z Sądu Rejonowego w Elblągu zniknęły cztery tomy akt. Dokumenty zniknęły w nieznanych okolicznościach.

Sprawa była głośna na całą Polskę. Zabójstwo Krzysztofa Olewnika wiązało się z dymisją ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Ten zrezygnował ze stanowiska dzień po znalezieniu ciała Pazika.

Po wieloletniej batalii stoczonej przez rodzinę zmarłego, Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że śledczy nieskutecznie prowadzili dochodzenie i popełnili serię poważnych błędów. Polska musi wypłacić bliskim 100 tys. euro.

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz