[WYWIAD] Dać skazanemu nadzieję

[WYWIAD] Dać skazanemu nadzieję
Zdjęcie ilustracyjne
Fot. Fundacja "Sławek"

Rozmowa z psychologiem z UWM, Andrzejem Kędzierskim, który opowiedział nam o perspektywach powrotu do normalnego życia po odbyciu wyroku.

W artykule Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo - wspomnienia z kryminału opublikowaliśmy wspomnienia byłego więźnia zakładów karnych na Warmii i Mazurach, przedstawiającego w niezbyt korzystnym świetle panujące tam stosunki. Teraz rozmawiamy z Andrzejem Kędzierskim na temat perspektyw powrotu do normalnego życia po odbyciu wyroku.

Łukasz Czarnecki-Pacyński: Pobyt w Zakładzie Karnym to nie wczasy i trudno dziwić się, że panują tam różnego rodzaju obostrzenia. Czy jednak rzeczywiście powinny one być aż tak wręcz drastyczne, jak opisał to w swojej opowieści pan Krzysztof Tyszka?

Andrzej Kędzierski: Kiedy ktoś przychodzi odbywać karę, to z reguły jest sfrustrowany i ma dosyć często poczucie bycia skrzywdzonym. I chociaż rozumie, że popełnił czyn karalny, to najczęściej nie godzi się z wysokością wyroku. I można ten jego wewnętrzny bunt złagodzić, próbując dotrzeć do skazanego żeby zrozumiał, że jego kara jest wynikiem popełnienia czynu przestępczego. Wtedy wychowawca na jego oddziale przeprowadza diagnozę tzw. „stopnia demoralizacji” danego skazanego i przedstawia mu tzw. Indywidualny Program Oddziaływań. Znajdziemy tam pewne zadania do wykonania, które więzień może przyjąć lub nie.

Czy takie zamykanie ludzi w ciasnej celi służy czemukolwiek?

Służy, bo społeczeństwo się tego domaga. Ludzie boją się przestępców. A w tej karze zawsze jest zawarty element tak zwanej „odpłaty”. Waga trzymana przez Temidę, boginię sprawiedliwości, pozwala odmierzyć sprawiedliwą karę za popełnione czyny.

Ale także wskazuje drogę resocjalizacji skazanego?

Teraz mówi się raczej o „działaniach penitencjarnych” - to od łacińskiego: paenitentia - skrucha, pokuta. W Europie jest także w użyciu termin „wspomaganie społeczne”. Kiedy wychowawca opracuje wspomniany wyżej IPO, określa w nim „zasoby” oraz „deficyty” osoby skazanej. Celem pracy wychowawczej jest pomóc jej przepracować te deficyty przy wykorzystaniu jej zasobów.

Chodzi o to, żeby skazany potrafił - jak to się określa: „powrócić na łono społeczeństwa” po odbyciu kary?

Tak. Celem jest readaptacja a nie resocjalizacja. Ta ostatnia zawierała już w sobie element adaptacji do warunków więzienia. Obecnie przeważa jednak pogląd, że przystosowywanie więźnia do więzienia jest de facto podtrzymywaniem go w duchu bycia nadal przestępcą. Więźniowie przechodzą testy psychologiczne w więziennym ośrodku diagnostycznym. W każdym więzieniu pracuje też psycholog. Chodzi o to, żeby skazany zrozumiał, że skoro znalazł się już w zakładzie, to musi się z tym pogodzić i zacząć żyć. Inaczej grozi mu popadnięcie w depresję, która może nawet doprowadzić do samobójstwa.

Mój rozmówca opowiadał, jak po wyjściu z więzienia kompletnie nie umiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Myślał nawet wtedy: „Chyba wrócę do pudła, bo tam przynajmniej wiem, jak żyć”.

Właśnie dlatego w więziennictwie europejskim kładzie się obecnie tak duży nacisk na „element readaptacyjny”. Trzeba nauczyć byłego więźnia, jak ma odnaleźć się w rzeczywistości poza murami zakładu karnego.

W społeczeństwie dosyć popularne jest przekonanie, że więzienie raczej demoralizuje człowieka, niż pozwala mu wyjść na prostą...

Rzeczywiście, kiedy ktoś uległ już mocno demoralizacji przed pójściem do więzienia, to można na niego oddziaływać w sposób bardzo ograniczony. Wciąż jednak więziennictwo w zbyt małym stopniu wykorzystuje możliwości diagnozowania więźniów, podczas gdy nowoczesne testy psychologiczne umożliwiają określenie stopnia demoralizacji z dużą precyzją. To się nazywa „prognoza kryminologiczna” i pozwala na określenie w jakim stopniu więzień rokuje w kwestii powrotu do normalnego życia społecznego.

Wydaje się to być zatem przydatnym narzędziem w pracy z osadzonymi. Na czym polega tu zatem problem?

Nie wiem, Ośrodki naukowe intensywnie opracowują te zagadnienia i dlaczego tak trudno jest wykorzystać w więziennictwie owoce tej pracy - trudno powiedzieć. A jest to diagnostyka o bardzo wysokim stopniu skuteczności - rzędu 80 - 90%. To naprawdę niezbyt często zdarza się w naukach psychologicznych.

I wtedy łatwiej jest podjąć decyzję o przedterminowym, warunkowym zwolnieniu?

Także o udzielaniu przepustek z więzienia w trakcie odbywania kary. Służą one wspomnianej wyżej „readaptacji”. A kolejnym „pomostem” pomiędzy ZK a wolnością są tzw. „zakłady półotwarte”. Więźniowie nadal muszą w nich przebywać, ich cele pozostają jednak otwarte przynajmniej w porze dziennej. Skazani mogą być także zatrudniani poza terenem zakładu karnego i udawać się na miejsce pracy bez konwojenta - po prostu nie opłaca im się uciekać na tym etapie odbywania kary. Mogą też korzystać z własnej odzieży a w ciągu roku otrzymać do 14 dni przepustki z zakładu karnego.

To już taki „przedsmak wolności”?

Na pewno dobrze służy to readaptacji więźnia, pod warunkiem, że nie jest on mocno zdemoralizowany.

Czasami słyszy się jednak o tzw. „pozornej resocjalizacji”...

Wtedy więzień, licząc na warunkowe, przedterminowe zwolnienie, sprawia wrażenie osoby podporządkowanej regulaminowi, nie wchodzi w konflikty - zasługuje więc w pełni na tę nagrodę. Nie zawsze jednak ocena postawy skazanego przez Służbę Więzienną, wnioskującą o przedterminowe zwolnienie, pokrywa się z taką oceną dokonaną przez Sąd Penitencjarny.

Bywa to powodem silnego rozgoryczenia. Mój rozmówca był ponad dwadzieścia razy konsekwentnie kierowany przez swój zakład karny na warunkowe zwolnienie a sąd konsekwentnie mu tego zwolnienia odmawiał.

Sąd zawsze podaje powody takiej swojej decyzji. Na pewno brane są pod uwagę perspektywy readaptacji czyli powrotu danej osoby na „łono społeczeństwa”. Powinna być ona do tego przygotowywana przez Służbę Więzienną, choć wciąż za mało osób korzysta z Programu Wolnościowego. Osoba biorąca w nim udział na ok. pół roku przed zwolnieniem prosi wtedy o kuratora, który będzie jej pomocny po opuszczeniu ZK.

Pan Tyszka opowiadał, że zapracowana pani kurator zupełnie nie miała dla niego czasu...

Mogło tak być. Często jednak zapomina się przy tym o organizacjach pozarządowych nieodpłatnie pomagających byłym więźniom. Wymienię tutaj dwie z nich: Stowarzyszenie PATRONAT oraz Fundację SŁAWEK. Kiedy ktoś nie ma gdzie się podziać po opuszczeniu ZK, wolontariusze Sławka przyjeżdżają po niego pod bramę zakładu i zabierają do siebie. W Mieni pod Mińskiem Mazowieckim prowadzą specjalny ośrodek readaptacyjny PRZYSTAŃ, gdzie były więzień może zamieszkać, dostaje tam pełne wyżywienie i może pracować w tamtejszych warsztatach. Fundacja oferuje mu także wsparcie psychologiczne oraz każde inne, jakiego mu potrzeba.

Podobną ofertę składa byłym więźniom Stowarzyszenie PATRONAT Z Białegostoku. Mogą oni do dwóch lat korzystać z opieki i wsparcia w odnalezieniu się na nowo w „postpenitencjarnej rzeczywistości”. Ale oczywiście w każdej chwili mogą także ów ośrodek opuścić, kiedy przestaną takiej pomocy potrzebować.

Mamy tu więc piękny przykład pasjonatów dostrzegających problemy osób opuszczających zakłady karne po długoletnich wyrokach. Czy oni nie wyręczają jednak państwa w jego obowiązkach?

Myślę, że w społeczeństwie obywatelskim to właśnie organizacje pozarządowe przejmują wiele funkcji państwa. W Polsce jest to wciąż trudne z uwagi na spuściznę lat powojennych, jednak w Europie Zachodniej uważa się, że za zejście człowieka na drogę przestępstwa odpowiada lokalna społeczność. Właśnie dlatego, że wcześniej zlekceważyła sygnały o możliwości takiego a nie innego rozwoju wypadków. Bo przecież, kiedy ktoś źle funkcjonuje w relacjach społecznych, widać to już znacznie wcześniej. I to wtedy powinno się podejmować skuteczne działania. A kiedy potem ten sprawca powraca z więzienia po odsiedzeniu wyroku, to cała społeczność czuje się odpowiedzialna za to, żeby pomóc mu w readaptacji.

Instytucje państwowe wypełniają tu swoją rolę w jakimś zakresie ale wprost trudno przecenić znaczenie programów prowadzonych przez organizacje pozarządowe.

A z drugiej strony z opowieści pana Krzysztofa Tyszki wyłania się taki dosyć ponury obraz więzienia, jako miejsca służącego upokorzeniu człowieka za wszelką cenę. Funkcjonariusze traktują skazanego z góry i „per noga”, zwracają się do niego po imieniu, a jak mu się coś nie spodoba, to załapie się jeszcze na łomot i skończy „z głową w kiblu” - jak to barwnie opisał Krzysztof Tyszka.

Nie chciałbym wypowiadać się na ten temat. Nie znam tamtej rzeczywistości. Niech to skomentuje ktoś, kto pracuje tam bezpośrednio. Natomiast samo więzienie jest tzw. „instytucją totalną”. Tak samo zresztą jak szpital, w którym także w pewny stopniu pozbawia się człowieka wolności. Szczególnie teraz, w czasach epidemii COVID_19, osoba zamknięta w szpitalu, też nie ma za bardzo kontaktu ze światem.

Tyle, że ze szpitala można się w każdej chwili wypisać...

Jest tam jednak także duża liczba innych ograniczeń. Choćby mała ilość bodźców zewnętrznych i ten powtarzający się do znudzenia rytm dnia. To naprawdę źle działa na psychikę człowieka. Przy długich wyrokach może to rodzić różne „formy dezadaptacyjne” - jak to określa psychologia penitencjarna.

Na przykład słynne „łykanie kotwicy” albo różne samookaleczenia?

Także agresja wobec współwięźniów - przy czym niekoniecznie fizyczna. Można przecież źle potraktować kolegę z celi rugając go na różne sposoby. Takie formy przemocy są w więzieniu niedopuszczalne według wszelkich reguł ONZ-owskich czy europejskich. Karą ma być dla osadzonego pozbawienie go wolności a nie różne dodatkowe uciążliwości tego typu.

To chyba niezbyt łatwe w realizacji...

Także dlatego, że pod celą mogą spotkać się osoby o różnym stopniu demoralizacji. To jedno z kryteriów doboru osadzonych do poszczególnych cel - żeby tych niezdemoralizowanych nie narażać na kontakt z tymi mocno zdemoralizowanymi. Choć nigdy nie uniknie się tego złego wpływu do końca.

Sposobem na to jest otwieranie dostępu do zakładów karnych dla podmiotów z zewnątrz. Bo im więcej jest więzienie otwarte na społeczność zewnętrzną, tym mniej jest demoralizujące. Bywają w nim zatem przedstawiciele wspomnianych wyżej fundacji i stowarzyszeń, bywają kuratorzy oraz pracownicy socjalni. O każdej porze dnia i nocy może tam wejść Rzecznik Praw Obywatelskich.

To był jeden z warunków przyjęcia Polski do UE - więziennictwo musiało wykonać wiele pracy w tym kierunku. We Wspólnocie działają m.in. komisje ds. tortur, które monitorują więzienia pod tym względem. Przyjeżdżają także do Polski, są bardzo wnikliwi i nie dają się nabrać na „piękne słówka”.

Wciąż nie daje mi spokoju pytanie o sens takiego trzymania ludzi latami w przeludnionych celach. Czy to nie wyczerpuje znamion praktyki określanej w przepisach prawa mianem „nieludzkiego traktowania”?

Dzisiaj na jednego więźnia przypadają już 4 m2. Kącik sanitarny musi być pod celą wydzielony, więźniowie muszą mieć codzienny spacer, dostęp do mediów oraz wiele jeszcze innych kwestii rozwiązanych. Jeżeli chodzi o przeludnienie to więziennictwo płaciło swego czasu solidne kary z tego tytułu i obecnie zwraca się na to odpowiednią uwagę.

Poprosiłem Pana o rozmowę jako psychologa, żeby poruszyć kwestię sensowności takiej a nie innej organizacji procesu odbywania kary. Czy rzeczywiście służy czemukolwiek zamykanie ludzi w takich warunkach? Czy naprawdę jest wtedy szansa na poprawę z ich strony?

Użyję tu argumentu „statystycznego”. 60% skazanych nie wraca po odbyciu kary na drogę przestępstwa. Co świadczy o tym, że więzienie nie zdemoralizowało ich na tyle, albo nawet wręcz pomogło im w powrocie na „łono społeczeństwa”.

W krajach Europy Zachodniej funkcjonuje idea „wspomagania społecznego”. Liczy się to, co byłemu więźniowi zaproponowano, żeby nie odczuwał już pokusy powrotu na drogę przestępstwa i chciał powrócić do normalnego funkcjonowania zgodnego z normami życia społecznego. Pamiętajmy przy tym, że recydywa występuje wszędzie - niektóre osoby wyznają po prostu wartości świata przestępczego i dlatego nie każdego da się zmienić.

Człowiek musi mieć potrzebę takiej zmiany...

A także gotowość do przeprowadzenia jej. W Polsce dużo jest jeszcze do zrobienia w kwestii readaptacji. Warto wzmocnić wsparcie dla organizacji pozarządowych udzielających pomocy osobom opuszczającym więzienia. Ale także dla tych, które udzielają wsparcia więźniom w trakcie odbywania zasądzonej kary. Często brakuje niestety pieniędzy na przykład na przeprowadzenie szkoleń dla wolontariuszy zainteresowanych taką pracą.

Istnieją grupy samopomocowe: AA dla alkoholików, AN dla narkomanów, które pomagają uporać się z nałogiem. Nie słyszałem jednak o grupach AW zrzeszających byłych więźniów...

No właśnie. Mogłyby one być tutaj bardzo pomocne. Ten, który już się zaadaptował, mógłby podzielić się swoim doświadczeniem z kimś, kto dopiero opuścił mury zakładu karnego. W krajach europejskich takie grupy działają już od lat.

***

Jak czytamy na stronie fundacji „Sławek”: Dziecko, chociaż nie jest odpowiedzialne za sytuację życiową rodzica, ponosi negatywne konsekwencje jego izolacji. Projekt "Poczytaj mi" polega na nagraniu czytanej przez więźnia bajki – nagranie jest przygotowane profesjonalnie przez realizatora dźwięku, utrwalone na płycie CD wraz z podkładem muzycznym wysłane do dziecka osoby osadzonej wraz z oprawą graficzną przygotowaną przez rodzica. Nagranie CD bajki dla dziecka to możliwość pośredniego kontaktu z rodzicem. Możliwość usłyszenia jego głosu, to szansa usłyszenia od ojca po raz pierwszy „kocham cię synku”. Więźniowie mający problem z czytaniem mogą także brać udział w projekcie (więzień powtarza zdanie czytane przez lektora, po czym głos lektora zostaje usunięty podczas montażu dźwięku). Do nagrania więzień przygotowywany jest przez współpracującego z Fundacją „Sławek” wolontariusza, przeszkolonego z zakresu realizacji dźwięku. Ponadto podczas nagrania więźniowie wykonują własnoręcznie rysunek, który zostaje umieszczony na okładce nagrania.

Komentarze (16)

Dodaj swój komentarz

  • Mona2 2022-01-14 11:23:45 213.73.*.*
    Powinni być obciążeni kosztami utrzymania po wyjściu z pierdla. Co to k..a wczasy za nasze pieniądze???
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 0 0
  • Zygmunt 2022-01-12 07:53:54 83.14.*.*
    Nadzieję skazanemu?! Żart! Czy taki bandyta dał nadzieję osobie pokrzywdzonej?! Osobie, której nie ma? Rodzinie tych osób?! Niech sie cieszy, że kary śmierci w Polsce jeszcze nie ma jak kiedyś!
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 1 0
  • X 2022-01-07 08:55:23 31.60.*.*
    Warunki powinny być jeszcze gorsze i przymusowa praca niech na siebie zarobi a po odbytym wyroku albo się przystosuje albo won na Sybir w ramach wymiany . Nie pierdolić się z kryminałem
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 8 3
  • Kotanski 2022-01-07 00:27:00 79.191.*.*
    Dla skazanego nie ma już żadnej nadziei, normą jest stygmatyzacja na każdym kroku, podobnie jak do ludzi którzy byli w szpitalach psychiatrycznych. Taki człowiek jest prześladowany do końca życia. Ludzie ludziom gotują taki los.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 4 9
  • To tylko skromna ja 2022-01-06 22:47:46 46.205.*.*
    Jednak ten portal osiągnął dno. Teraz p. redaktor Łukasz Czarnecki - Pacyński leje, kolejny raz, krokodyle łzy nad losem zdeprowanowego kryminalisty . Zastanawiam się nad intencjami tych wypocin. Chodzi o wierszówkę czy osobiste sprawy. Jeśli pan redaktor tak mocno zaangażował się w tym temacie to sugeruję podjęcia się ważniejszych wyzwań. Obrony ludzi skrzywdzonych inaczej, przez przestępców. Sugeruję więcej refleksji panie redaktorze.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 12 4
  • Donald T. 2022-01-06 19:41:55 185.48.*.*
    Sławomir Nowak ma powodzenie co noc. Skazani go lubią🤣
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 4 3
  • Skazany za marzenia 2022-01-06 17:37:44 46.76.*.*
    Każdy skazany powinien dostać mieszkanie od państwa i jakiś zasiłek conajmniej na rok By móc się zaklimatyzowac na wolności by znów nie trafić za kraty .
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 12 4
  • masakra 2022-01-06 17:09:06 88.156.*.*
    Po UWMie? To dziękuję bardzo, poziom podstawówki, dyplom wartości papieru toaletowego.
    Odpowiedz Przenieś Oceń: 9 7