Pandemia grypy?

Szaleństwo świńskiej grypy ogarnia powoli całą Polskę. Wiadomo, na Ukrainie ludzie chorują masowo. Stwierdzono już kilkadziesiąt zgonów. A Polska przecież graniczy z Ukrainą i to z regionem lwowskim, gdzie akurat zachorowań jest najwięcej. Teraz tylko krok (przez granicę) by pandemia rozlała się także po naszym kraju.

Czy jednak obawy nasze są słuszne. Warto tu przeanalizować większość zachorowań na Ukrainie. Jak podają media elektroniczne owszem zachorowań jest bardzo wiele, ale to przede wszystkim klasyczna grypa, a nie jej świńska odmiana. Zarażenie się natomiast świńską odmianą choroby wcale nie musi być groźniejsze od tradycyjnego choróbska. Trzeba tu wiedzieć, że grypa (ta klasyczna!) co roku zbiera swoje, także i śmiertelne, żniwo. Bo ta choroba, częstokroć lekceważona, lubi przechodzić w powikłania. Potem już tylko krok do zapalenia płuc i dalej nawet do zgonu. Kronikarze jeszcze przypominają gigantyczną epidemię grypy zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Zmarło wtedy na nią (słynna „hiszpanka”) w całej Europie kilka milionów osób. Niektórzy przypominają te fakty chcąc zasugerować, że i teraz prawie po stu latach, grozi nam podobna historia.


W tym miejscu jednak należy powiedzieć: dość. Dość fantazjowania i panikowania. To tak jak niedawne sugerowanie, że grozi nam pomór z okazji wcześniejszej grypy…ptasiej. Najbardziej wtedy zżymali się weterynarze, którzy przypominali, że choroba ta, w odmianie ptasiej, znana jest od setek (jeśli nie tysięcy) lat i trzeba wyjątkowych starań, aby się nią zarazić. Po prostu weźmy się więc za profilaktykę. Pomóżmy także materialnie Ukrainie, bo tam choroba rozprzestrzenia się głównie z braku podstawowych leków do jej zwalczania. Oczywiście można powątpiewać czy akurat masowe używanie masek na twarzach nam pomoże uniknąć zachorowania. Na pewno jednak skuteczne będą absolutnie klasyczne metody. Na początek tradycyjne szczepionki antygrypowe i unikanie spotkań z osobami już zakażonymi. Potem metody babuni (miód rozpuszczony w spirytusie) połączone z polopirynka i dalej z zapisanymi przez lekarza antybiotykami. Do tego tygodniowe wylegiwanie się pod kołderką i potem ostrożne „wchodzenie” w normalne życie. Bo pamiętajmy, grypa to nie wyrok przy którym już należy pisać testament. Ta choroba to jak strach, który ma wielkie oczy.

A w ogóle to kończę już to pisanie, bo mnie cosik bierze i trzeba, wychylić przygotowaną przez żonę miksturę miodowo-spirytusową, a potem zalec pod kołderką.
Pozdrawiam i nie dajcie się grypie. Nawet świńskiej!


Krzysztof Szczepanik

Komentarze (2)

Dodaj swój komentarz