[OPINIE] Fabryka magistrów

[OPINIE] Fabryka magistrów
Karol Kuligowski
Fot. Archiwum prywatne

Jednym z sukcesów, jakie przypisywały sobie elity III Rzeczypospolitej i ich ogłupieni zwolennicy, jest fakt, że za ich czasów wzrosła liczba absolwentów szkół wyższych. I co z tego, jeśli wielu magistrów nie pracuje w wyuczonym zawodzie? Tyle utraconych pieniędzy, poświęceń, czasu, by nie mieć nic z tego! Żal i wstyd.

Ten stan rzeczy jest skutkiem panoszącego się wcześniej kultu wyższego wykształcenia. Społeczeństwo, w którym często gardzono szkolnictwem zawodowym (zasadniczym i średnim) preferując kształcenie ogólnokształcące jako drogę do studiów dziś zapomina o tym i ubolewa nad upadkiem szkolnictwa zawodowego! I gdzie tu odpowiedzialność za wyrażane i wpajane innym poglądy? A tak było w czasach socjalizmu (mylnie nazywanego komunizmem). Zaś w latach Trzeciej RP wierzono, iż ukończenie studiów i zdobycie dyplomu (tak zwanego "papierka") gwarantuje zdobycie lepszej - czy w miarę wzrostu bezrobocia jakiejkolwiek- pracy. To był ważki argument. Wielu wybrało się na studia z rozsądku, bo tego oczekiwali pracodawcy i na ogół nie zawiodło się. Inni robili to ze strachu, że potem będzie za późno. Mówiono im: "Chwytaj wiatr w żagle" albo: "Zobaczysz, co Cię czeka, jeśli nie podejmiesz studiów!", a później przyszło im szukać ryb za czyjąś siecią:  "Kategoria osób z wyższym wykształceniem stała się najmniej zagrożona bezrobociem, zaczęła uzyskiwać wyższe zarobki niż ludzie bez studiów. Liczba studentów wzrosła na początku lat 90. o ponad 4 razy, co postawiło Polskę na pierwszym miejscu w Europie, jeśli chodzi o dynamikę zjawiska", jak to podsumował prof. Julian Auleytner w książce "Polska polityka społeczna. Ciągłość i zmiany" (Warszawa, 2004, s. 131). 

Skoro rosła liczba studentów, to i przybywało uczelni, zwłaszcza prywatnych, gdzie za studiowanie trzeba płacić - niekiedy słono. Biznes kwitł.

Jednak -zgodnie z przysłowiem- wszystko, co dobre, kiedyś się kończy.

No i rynek pracy przestał potrzebować takiej i rosnącej jeszcze liczby osób, które ukończyły studia. Dokształcanie też z czasem na niewiele się zdało, a monitorowanie dalszych losów absolwentów szkół wyższych wykazuje, że taka edukacja jest naprawdę niepotrzebna.

Już w 2004 r. w raporcie Ministerstwa Gospodarki i Pracy wykazano, że wyższe uczelnie nie uczą tego, co jest ważne dla pracodawców, czyli łatwości w nawiązywaniu kontaktów z innymi, samodzielnego rozwiązywania problemów i szybkiego podejmowania decyzji (Kula M.,"Młodzi za starzy, żeby zaczynać pierwszą pracę", Gazeta Wyborcza z dn. 07 października 2005 r., s. 9) . Z punktu widzenia pracodawcy tacy absolwenci mają wykształcenie niewiele większe od średniego, a są o pięć lat starsi, podsumowano. I nadal aktualne było to, co ponad sto lat wcześniej napisał Roman Dmowski: "Uczy się dzieci, czego nie należy robić, tylko się ich nie uczy, co robić trzeba. W dbałości o ich przyszłość materialną co najwyżej myśli się o postawieniu ich przy jakimś żłobie, zaopatrywanym stale w obrok, dającym pewność, że tego obroku nie zabraknie, że nie będzie trzeba użyć wysiłku do szukania innego. (...). Gdy jest praca ze stałą pensją i szablonowymi obowiązkami, zgłaszają się na nią dziesiątki i setki kandydatów, ale gdy trzeba samodzielnego kierownika przedsięwzięcia, nawet bez fachowej wiedzy, dobrego administratora itp., można całą Polskę przejechać i odpowiedniego człowieka nie znaleźć" ("Myśli nowoczesnego Polaka", Wrocław, 2002, s. 44)

Podsumowanie?

Powiedzmy sobie jasno: wykształcenie musi się opłacać. Jeśli nie stać Cię na dobrą uczelnię, lub nie nadajesz się do niej (kudy humaniście do politechniki?), najpierw zdobądź zawód, popracuj w nim i wtedy się zastanów, czy ma sens dalsza nauka -tak radzę każdemu młodemu człowiekowi. W przeciwnym razie taka inwestycja okaże się korzystna dla właścicieli uczelni, którzy bez skrupułów oferują swoje tandetne usługi, a dla studentów -wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Trzeba myśleć ekonomicznie. Dlatego apeluję, by zakończono finansowanie się studiów politologicznych "35+" (jak ma to miejsce w wielu polskich miastach), po których przecież ludzie nie mają pracy, a te pieniądze należałoby przeznaczyć na dopłacanie do uczenia niektórych sztuk walki, by ludzie lepiej sobie radzili z agresją i innych umiejętności, które są przydatne w życiu każdego bez względu na wykształcenie (kursy zawodowe i języki obce). Nadto w  szkolnictwie podstawowym i średnim powinno się prowadzić zajęcia z przedsiębiorczości i ekonomii, bo bardzo wielu ludzi daje się wykorzystywać różnym oszustom, choćby na piramidy finansowe. Takie działania to prawdziwa inwestycja w dobro człowieka.

Karol Kuligowski (ur. 1971 r. wykształcenie średnie, pracownik produkcji z Olsztyna, zainteresowania: historia, poezja, powieść historyczna, polityka, sprawy społeczne, turystyka)

Nie wszystkie poglądy autora są zgodne z poglądami redakcji

Komentarze (6)

Dodaj swój komentarz

Zamknij Elbląska Uczelnia Humanistyczno Ekonomiczna