Olsztyński zdobywca ''Oscara''

Rozmowa z mistrzem Polski, Europy i Świata. Mowa tu nie o sportowcu, a olsztyńskim fryzjerze, prawdziwym artyście - Andrzeju Matrackim, który swoim talentem podbił świat.

 

Mali chłopcy chcą być strażakami, policjantami, a  kim Pan chciał być w dzieciństwie?

- Na początku było zainteresowanie sportami walki, potem taniec, a także samochody, byłem fanem garbusa. Z kolegami tuningowaliśmy te piękne auta. Sprowadzaliśmy części i sami naprawialiśmy. Zresztą samochody to moja pasja do dziś.

Skąd więc fryzjerstwo?

- Fryzjerstwo pojawiło się po jakimś czasie, właściwie w 7 klasie podstawówki. Szukałem czegoś co pozwoliłoby mi kreować coś i mieć jednocześnie kontakt z ludźmi. Gdzieś słyszałem słowa „Żeby być dobrym fryzjerem trzeba być dobrym  konferansjerem, psychologiem, artystą i ojcem swoich klientek”. I te cechy zauważono u mnie, zauważył je przyjaciel mojego ojca, najlepszy fryzjer - Aleksander Stankiewicz. Zaopiekował się mną, moją edukacją, dużo mi tłumaczył, ja sam dużo obserwowałem. Przekazał mi po prostu pasję. To pociągnęło mnie dalej. Zacząłem się doskonalić.

Efektem tego doskonalenia jest trzykrotne Mistrzostwo Polski, Europy, no i Mistrzostwo Świata. Który z tytułów jest dla Pana najważniejszy?

- Największym wyróżnieniem dla mnie jest zaufanie klientek i to, że mam zajęty kalendarz na 3 miesiące wprzód. Te wyróżnienia to etapy w mojej karierze, w moim życiu, etapy udoskonalania swojej pracy. Bardzo cieszą mnie wszystkie wyróżnienia.

Niedawno dostał Pan w Paryżu tak zwanego Oscara Fryzjerstwa, jak czuje się więc zdobywca Oscara?

- To jest ogromne wyróżnienie. Znalazłem się w towarzystwie, prawdziwych artystów sztuki fryzjerskiej. Cieszę się, że zauważono i doceniono całokształt  tego co robię.


Przez konkursy, festiwale dużo Pan podróżuje, jak pogodzić to z pracą zawodową tu w Olsztynie?

- Udało mi się zgromadzić wokół siebie ludzi, dzięki którym odczuwam swobodę podróżowania. Pracuje z profesjonalistami, mogę zawsze liczyć na ich wsparcie i  zaangażowanie. W końcu na konkursy jeżdżę po to, żeby się rozwijać, dla siebie, dla nich i oczywiście dla moich klientów.

Kto czuwa nad interesem kiedy Pana nie ma, ma Pan menedżera?

- Mój brat jest moim wspólnikiem. Pomaga również jego żona, no i PANI MONIKA, moja siostrzenica, która ogarnia całe to menedżerowanie, zarządzanie pracą w salonach i jest niezastąpioną osobą dzięki której możemy rozwijać się artystycznie.

Czy dzieli się Pan swoim doświadczeniem z młodymi ludźmi chcącymi pójść tą samą drogą co Pan?


- Na swoim koncie jako trener mam, 16 mistrzów polski, 2 mistrzów europy, srebrnych i brązowych medalistów mistrzostw świata. Dostaje dużo maili z całej Polski, że ludzie chcą przyjechać, przyglądać się, uczyć, żeby chociaż wpisać to sobie w CV. To jest miłe. Prowadzę też szkolenia specjalistyczne w firmie kosmetycznej, z którą współpracuję.


Dlaczego my, olsztynianie, właściwie nie mamy możliwości obejrzeć efektów Pana pracy? Dlaczego nie organizuje Pan pokazów, na które mógłby przyjść każdy?

- Urząd Miasta zaproponował mi współpracę. W fazie rozmów są 3 projekty. Przy okazji Olsztyńskiego Lata Artystycznego, które swoją formułą będzie nawiązywać do projektu Olsztyn-Miasto Ogród, mamy stworzyć pokaz na potrzeby tego przedsięwzięcia, z  nawiązaniem do natury. Będziemy pokazywać nie tylko piękno naturalnych włosów, fryzur, ale również piękno kobiet, tradycyjne ubiory itd. Jestem pewien, że Olsztyn jest na tyle kreatywny, że zrobimy to razem. Planujemy też wspólnie z rzemiosłem zorganizować konkurs fryzjerski, który ostatnio był w 1995 roku. Urząd Miasta chce pomóc nam w zrealizowaniu dwóch dużych wydarzeń, Mistrzostwach Europy w Moskwie i Mistrzostwach Świata w Paryżu w 2010 roku.

Czy idąc ulicą analizuje Pan fryzury mijanych przez siebie ludzi, ma Pan to ''zboczenie zawodowe''?

- W mojej głowie jest tyle tematów do analizy, że raczej nie zwracam uwagi na to, co widzę na ulicy. Wolę analizować fryzury, do których mam dostęp, już u mnie w salonie. Natomiast spostrzegam, że Polki są bardzo świadome obecnych trendów, a przez to pięknie wyglądają i mają naprawdę zadbane włosy.
 
Czy zdaje sobie Pan sprawę z tego, że Pana nazwisko stało się marką?

- To jest super. To społeczeństwo tworzy nam markę, mówiąc ''Idę się obciąć do Matrackich'' i ta personalna marka gdzieś funkcjonuje. Mi zależy na tym, żeby zbudować zespół samodzielnych ludzi, osobowości, indywidualności, którzy tę markę będą współtworzyć. Chcę żeby klienci mieli możliwość wyboru nie tylko umiejętności stylisty, ale także elementów osobowości.

Jak wybrać więc tak idealnych pracowników?

- Ja wybieram ludzi z pasją. Chcę się otaczać ludźmi, którzy kochają to, co robią.

Jakie są Pana plany na przyszłość?

- Moje plany to bezustanny rozwój. W tej chwili pracuję nad kilkoma projektami, ale z racji tego, że są w fazie tworzenia, to nie chcę o nich mówić. To na czym się skupię w najbliższym czasie, to przygotowania do Mistrzostw Europy w Moskwie.

W takim razie życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

- Ja również dziękuję .

Galeria

Komentarze (1)

Dodaj swój komentarz

  • Maria K. 2009-12-16 22:07:52
    Gratuluje pasji i sukcesow. Na pewno nic nie przychodzi latwo i ten sukces zostal okupiony ogromnym wysilkiem, wytrwaloscia i zaangazowaniem. Kazda taka znana postac czlowieka z Olsztyna podnosi wartosc i samopoczucie wszystkich mieszkancow. Zachecam redakcje do kolejnych rozmow ze slynnymi Olsztyniakami i pozdrawiam.
    Odpowiedz Oceń: 0 0 Zgłoś treść