Bilingi, maile i aplikacje – tak ustalono faktyczny czas pracy
Wyrok Sądu Rejonowego w Olsztynie (w IV Wydziale Pracy i Ubezpieczeń Społecznych), na mocy którego kobietom przyznano wskazaną wyżej kwotę, zapadł już w maju 2025 r. Czasowy rozkład pracy odtworzono wówczas dzięki bilingom z telefonu służbowego, zawartości skrzynki mailowej czy danych z aplikacji firmowych.
Apelacja uznana za bezzasadną
Pracodawca złożył jednak apelację. W ostatnich dniach sprawa trafiła na wokandę sądu okręgowego. Tym samym zakończyła się wielomiesięczna batalia. Wyrok został podtrzymany. Kobiety otrzymają łącznie 300 tys. zł.
- Czas pracy powódek rozpoczynał się przy wyjeździe z domu, ponieważ od tego momentu rozpoczynały się bezpośrednie czynności przygotowawcze (prowadzenie rozmów telefonicznych oraz analiza poczty elektronicznej) do wykonania zasadniczego zadania pracowniczego. Czas ten obejmował również powrót do domu po zakończeniu zadania pracowniczego. W domu bowiem powódki kończyły pracę, pisząc raporty oraz dokonując innych jeszcze czynności – wskazano w uzasadnieniu.
„Bezprawne” i „bardzo kosztowne” oszczędności pracodawców
Adwokat kobiet, Grzegorz Ilnicki, poinformował o decyzji sądu w swoich mediach społecznościowych.
- Szczególnie cieszy, że Sąd zwrócił uwagę nie tylko na indywidualną sytuację powódek, bo dostrzegł, że „praca powódek w godzinach nadliczbowych (bez wynagrodzenia) miała wręcz modelowy charakter i wpisana została w ryzyko działalności gospodarczej, stanowiąc istotny element ograniczający koszty jej prowadzenia przez pozwaną”. Kolejny raz widać, że niektórzy wybierają zadaniowy czas pracy, aby obniżać koszty zatrudniania pracowników. Tyle, że po jakimś czasie takie oszczędności nie tylko okazują się bezprawne, ale i bardzo kosztowne – skwitował prawnik.
Warto dodać, że opisany przypadek nie pozostaje odosobniony. Podobne wyroki zapadły w ostatnich latach, m.in. w Grudziądzu czy Katowicach.











Komentarze (1)
Dodaj swój komentarz