''Oderwać ciało od tego, co kłębi się w głowie'' - rozmawiamy z Dariuszem Nowickim, psychologiem sportowym

''Oderwać ciało od tego, co kłębi się w głowie'' - rozmawiamy z Dariuszem Nowickim, psychologiem sportowym
Malwina Kopron i jej psycholog (Dariusz Nowicki) na Mistrzostwach Polski w Poznaniu - lipiec 2021
Fot. archiwum prywatne

Dariusz Nowicki, psycholog sportu klasy mistrzowskiej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, już od ponad 30 lat pracuje z polskimi sportowcami startującymi w najważniejszych zawodach na świecie. Trudno przecenić rolę takiego treningu w osiągnięciu znaczącego wyniku...

Malwina Kopron miała, można powiedzieć, dużo szczęścia. W roku 2020 przeszła bowiem poważną operację chirurgiczną i z pewnością nie byłaby w stanie pojechać w tym czasie na Igrzyska do Tokio. Ponieważ jednak zostało to święto sportu przesunięte o rok z powodu pandemii koronarwirusa, miała nasza zawodniczka czas na przygotowanie się do startu. I wróciła z Tokio z brązowym medalem.

- Rzeczywiście miała wtedy Malwina poważne kłopoty ze zdrowiem, a jednak zdołaliśmy odnaleźć w jej sercu wolę walki. I utrzymać ją potem na wysokim poziomie.

To nie jedyny znak, że niebiosa sprzyjają młodej zawodniczce. Od początku kariery sportowej jej trenerem jest rodzony dziadek, Witold Kopron, co także stwarza znakomite warunki do doskonalenia warsztatu przyszłej - miejmy nadzieję - mistrzyni olimpijskiej. Kiedy ma się dziadka zawodowego trenera, oraz odrobinę talentu, to wręcz trudno nie odnieść sukcesu...

- Do tego oboje byli na tyle otwarci, że korzystali też z doradztwa. Jeździli na przykład na zgrupowania z Anitą Wlodarczyk i jej trenerem, i korzystali ze wspólnych treningów. W końcówce przygotowań olimpijskich współpracowali też z Szymonem Ziółkowskim - trenerem Pawła Fajdka, też później brązowego medalisty w Tokio. Myślę, że bardzo na tym skorzystali.


Narada z trenerem - Witoldem Kopronem

Jakoś tak się złożyło, że Polacy - i kobiety, i mężczyźni - obstawili w Tokio w rzucie młotem złote oraz brązowe medale.

- To pokazało wysoką pozycję polskich młociarzy na świecie. Malwinie naprawdę niewiele zabrakło do srebra. Dopiero w samej końcówce konkursu przeskoczyła ją Chinka Wang Zheng, która przedtem była cały czas trzecia i deptała Malwinie po piętach.

Oczywiście wielkie zasługi dla sukcesu Malwiny Kopron położył jej dziadek Witold Kopron, miał w tym jednak także swój udział psycholog sportowy Dariusz Nowicki...

- Malwina zwróciła się do mnie z prośbą o regularną współpracę po nieudanym starcie na Mistrzostwach Świata w Lekkiej Atletyce w Doha - stolicy Kataru, w roku 2019. Jechała tam z nadziejami medalowymi, została jednak „zjedzona“ przez stres. I wtedy porozmawiała z Marcinem Lewandowskim, naszym znakomitym biegaczem, którego już od kilku lat przygotowywałem od strony psychologicznej. I kiedy Marcin wywalczył w Doha brązowy medal w biegu na 1500 m. Malwina stwierdziła, że też chce regularnie korzystać z takiej współpracy. Ruszyliśmy wtedy ostro, bo czasu było niewiele i okazało się, że było go akurat tyle, żeby urzeczywistnić marzenie o olimpijskim medalu.

Osobie, która nie jest zaangażowana w wyczynowy trening sportowy, wydaje się, że to jest proste. Wystarczy przecież sumiennie ćwiczyć pod okiem trenera i jeżeli ma się jeszcze do tego odrobinę talentu, to widoki na sukces są w zasięgu ręki. W rzeczywistości jest pewnie jednak trochę inaczej...

- Przede wszystkim pamiętajmy o presji wielkiej imprezy. A to, że możesz zdobyć medal, kiedy jesteś wystarczająco dobrze przygotowany i masz jeszcze do tego talent, wcale nie pomaga. Niektórzy myślą, że wystarczy powtarzać zawodnikowi: „musisz, musisz, musisz“, żeby go odpowiednio zmotywować, żeby zdobył upragnione złoto. Okazuje się jednak, że jest wręcz przeciwnie. Ciężar medalu, zbyt wcześnie „zawieszonego“ na szyi zawodnika, wręcz przygniata go do ziemi i skutecznie blokuje możliwość odniesienia sukcesu. To przeżywał właśnie, m.in., Paweł Fajdek. Kiedy startował i w Londynie, i w Rio będąc w roli faworyta, aktualnego mistrza świata, ta presja okazywała się za każdym razem zbyt wielka. Nawet dla wielokrotnych mistrzów świata to „ciśnienie“ igrzysk olimpijskich bywa zbyt trudne do udźwignięcia.


Z obozu przedolimpijskiego w Japonii - lipiec 2021

Wydawałoby się: cóż takiego? Jesteś dobrze przygotowany, przychodzisz na start i nagle zaczynają się kłopoty...

- Tak jesteśmy ewolucyjnie ukształtowani, że nasz organizm zaczyna reagować na każde wyzwanie. Potocznie określa się to mianem „reakcji typu: walcz lub uciekaj“ w obliczu wyzwania. Istnieje jednak jeszcze trzeci typ reakcji, o kórym mówi się rzadziej - to „znieruchomienie“. Wtedy być może „niebezpieczeństwo mnie nie zauważy“. Zachodzi wówczas w ciele cała masa zmian natury biochemicznej i fizjologicznej, za którymi podążają zmiany w układzie nerwowym oraz w strukturach emocjonalnych, a także w umyśle. I wtedy mogą pojawić się trudności w postaci silnego napięcia mięśniowego, które wpływają na zmianę struktury ruchu. Jeżeli wykonywałeś setki i tysiące rzutów młotem w warunkach treningowych, przy ściśle określonych napięciach mięśniowych, to nagle w warunkach startu te napięcia stają się zupełnie inne. I wtedy zmienia się technika ruchu, w wyniku czego młot nie leci tam, gdzie powinien, tylko wali w siatkę.

Czyli, krótko mówiąc, nigdy nie wiadomo do końca, jak zareaguje nasz organizm w warunkach stresu...

- To jest kwestia odpowiedniego przygotowania się na tego rodzaju okoliczności. Z Malwiną przerabialiśmy w wyobraźni każdą sytuację, jaka mogła się - hipotetycznie - pojawić podczas igrzysk, żeby być na nią przygotowanym.

Podobnie japońscy łucznicy ćwiczyli w wyobraźni każdy element oddania celnego strzału, aż dochodzili do poziomu biegłości w sztuce pt. „jeden strzał - jedno życie“.

- Także współcześnie tak zwany „trening wizualizacyjny“ jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi psychologii sportu. A przez analogię do łucznictwa - królują w tym sporcie obecnie Koreańczycy, którzy właśnie stosują te starożytne techniki podnoszenia sprawności. Oprócz wizualizacji korzystają także z medytacji oraz nowoczesnych metod wykorzystujących technologię komputerową.

Czy pracując z Malwiną także korzystaliście z treningu wyobraźni?

- Tak. Najpierw przygotowaliśmy jej układ nerwowy oraz mózg do przyjęcia materiału przekazywanego podczas wizualizacji. Były tu w użyciu różnego rodzaju techniki oddechowe oraz techniki relaksacyjne. Korzystaliśmy także z komputerowej technologii typu bio feedback pozwalającej uzyskać dużo informacji na temat postępów uzyskanych podczas treningu. Były też ćwiczenia poprawiające koordynację wzrokową i ruchową, bazujące na grach komputerowych. Wiele dobrego przyniosło tradycyjne żonglowanie, jako trening koordynacji ruchowej, ale także precyzji ruchu i koncentracji uwagi. Niezwykle ważnym elementem tego treningu było uczenie umysłu, że może myśleć o czymś zupełnie innym, koordynując jednocześnie pracę z piłeczkami do żonglowania. Na przykład operujesz piłeczkami i w tym samym czasie wymieniasz imiona żeńskie w kolejności alfabetycznej.

Czyli występuje automatyzm ruchu niezależnie od tego, o czym akurat pomyślisz....

- Dokładnie o to tu chodzi. Odrywamy w ten sposób funkcjonowanie ciała od tego, czym akurat zajęte są myśli. To się bardzo przydaje, kiedy sytuacja dookoła nas przybiera nieoczekiwany obrót. Umysł może być tym zajęty, ale ciało i tak bezbłędnie wykona to, co do niego należy.

To zapewne nie pierwszy zawodnik przygotowywany w ten sposób?

- Nie ma większego wyzwania, niż igrzyska olimpijskie. Nawet wybitni tenisiści, zawodowcy, którzy wygrywają Wielkiego Szlema, wracają z igrzysk bez medalu, bo nie są w stanie wytrzymać presji tego wydarzenia. Moja przygoda olimpijska rozpoczęła się od Igrzysk w Seulu w 1988 roku, gdzie współpracowałem z naszymi judokami: Januszem Pawłowskim i Waldemarem Legieniem. Legień wrócił stamtąd ze złotem a Pawłowski ze srebrem. Oni przeszli wtedy trening mentalny, bazujący na wizualizacji pewnych sytuacji startowych. Pawłowski nie mógł w tamtym czasie przeskoczyć poziomu brązowego medalu na różnych ważnych imprezach sportowych. Nie potrafił wygrać tej ostatniej walki, żeby wejść do finału i zawalczyć o złoto. Musieliśmy zatem przepracować tę „presję brązowego medalu“. I nareszcie wszedł do finału, choć musiał tam zadowolić się srebrem. W przypadku Legienia musieliśmy z kolei „oswoić“ obawę przed wystartowaniem w tej hali, w której odbywały się zawody. I Waldek zaprzyjaźnił się z tą halą, „zadomowił“ w niej mentalnie, dzięki czemu mógł wywalczyć złoty medal. A w finale pokonał zawodnika Korei - gospodarza igrzysk.

Czyli współczesne wykorzystanie starożytnych technik przynosi dobre efekty?

- Tak, choć dzieje się to przy wykorzystaniu osiągnięć współczesnej techniki. Komputerowe skanowanie aktywności mózgu umożliwiło wyjaśnienie tajemnicy tak dużej efektywności tego rodzaju ćwiczeń. Uczeni z Uniwersytetu we włoskiej Parmie odkryli, że czy obserwujemy jakieś wydarzenie swoimi oczami, czy też oglądamy je jedynie „oczami wyobraźni“, pobudzeniu ulegają te same struktury naszego mózgu. Inne możliwości daje z kolei obserwacja tętna zawodnika. Ono wskazuje, czy jest on spokojny i zrelaksowany czy też pobudzony w jakiś nadmierny sposób. I teraz, kiedy nauczymy go, jakimi ćwiczeniami oddechowymi czy wyobrażeniowymi może wyciszyć układ nerwowy, przeprowadzony przez niego trening wyobrażeniowy będzie o wiele bardziej skuteczny. Może w tym pomóc nie tylko kontrolowanie tętna, ale także monitorowanie stanu fal mózgowych albo poziom potencjału elektrycznego i oporności skóry. Wtedy nauczy się nasz zawodnik, jak wygenerować fale mózgowe odpowiedzialne za lepszą koncentrację uwagi albo wyciszenie i uspokojenie układu nerwowego.

Kolejnym elementem treningu jest wizualizowanie sobie siebie w sytuacji startowej w obliczu trudności: na przykład pada deszcz i koło jest śliskie, a trzeba dobrze rozkręcić młot, żeby poleciał w odpowiednim kierunku i do tego jeszcze dostatecznie daleko. Trzeba wtedy zastosować inną technikę rzutu. I kiedy widzę, że mój podopieczny jest bardzo pobudzony tą wizją, wprowadzam sugestię wyciszenia i uspokojenia. Żeby, mając tę wizję w głowie, zakodował sobie jednocześnie, że także w tych warunkach będzie wyciszony i uspokojony. Dzięki temu precyzja jego ruchów będzie lepsza.

Sama idea zmagań olimpijskich zaczęła się od naśladowania sztuk wojenych typu bieg, szermierka, rzut oszczepem i tak dalej. Do tego grona „protoplastów“ można zaliczyć także sztukę wizualizacji, wykorzystywaną kiedyś do przygotowania sprawnych wojowników...

- Zdecydowanie tak. W moim przypadku bardzo dobrze tu ze sobą konweniują moje dwie pasje: do sztuk walki oraz do psychologii sportowej. To właśnie podczas trenowania judo, potem krótko karate i w końcu koreańskiego taekwondo zainteresowałem się stosowanymi przez nich metodami opanowania emocji i lepszego radzenie sobie w sytuacjach wyzwań.

rozmawiał Łukasz Czarnecki-Pacyński

Galeria

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz