Problem bezdomnych osób oczami pracowników schroniska

Rozpoczął się trudny czas dla osób bezdomnych w Olsztynie, które często spotykamy na dworcach autobusowych, kolejowych, czy koczujących w parkach. Na jaką pomoc mogą liczyć w Olsztynie? Jak się okazuje – ogromną, bo pracownicy miejskiego schroniska dla bezdomnych osób starają się pomagać, często nawet na siłę, by nie dopuścić do sytuacji, kiedy osoby bezdomne umierają – zamarzając. O problemie bezdomności rozmawiamy z dyrektorką schroniska Jadwigą Danilczyk.

Dysponujecie Państwo nieco ponad setką miejsc noclegowych dla osób bezdomnych. Czy to wystarcza?

W sezonie letnim raczej tak, jednak teraz – kiedy na dworze robi się zimniej, jest nam znacznie trudniej poradzić sobie ze wszystkimi podopiecznymi. Mamy 106 miejsc, a osób, które stale przychodzą jest obecnie około 150. Te osoby na szczęście nie przychodzą do ośrodka w jednym czasie, bo wtedy nie wyobrażam sobie jak mielibyśmy ich wszystkich pomieścić.

Czy zdarza się, że muszą Państwo odesłać bezdomnego ''z kwitkiem''?

Codziennie mamy zdarzenia, na które tracimy mnóstwo czasu. Chodzi mianowicie o to, że zgłasza się do nas masa osób, które nie pochodzą z Olsztyna, a innych gmin. Codziennie pertraktacje z osobami, które nie powinny do nas trafić to naprawdę zajmujące i nużące zajęcie, bo zamiast skupić się na pracy z olsztynianami potrzebującymi pomocy, musimy starać się pokierować tamtymi osobami, by trafiły do ośrodka pomocy swojej gminy. Oczywiście staramy się nie odsyłać ich, zapewniamy ten jeden – dwa noclegi, zwłaszcza teraz zimą, jednak gdybyśmy wszystkich przyjezdnych przyjmowali zwyczajnie nie byłoby miejsca w schronisku.

A więc posiadanie ostatniego meldunku w Olsztynie jest warunkiem koniecznym przyjęcia takiej osoby pod dach schroniska?

Tak – mamy dwa warunki, które muszą być spełnione. Po pierwsze ostatni meldunek takiej osoby musi być w Olsztynie, a także musi to być osoba trzeźwa.

Z tym, jak wiemy jest trudno. Takie osoby chyba omijają schronisko szerokim łukiem prawda?

Rzeczywiście – dla wielu osób bezdomnych to alkohol nie dach nad głową jest najważniejszy. I o ile, latem możemy na to przystać, to zimą – staramy się i takie osoby jednak ściągać do schroniska, bo jest po prostu za zimno.

Wiecie więc Państwo gdzie przebywają takie osoby?

Pracownicy schroniska wraz ze strażnikami miejskimi znają stałe miejsca, w których żyją bezdomni w Olsztynie. Część z nich radzi sobie i nie chce mieszkać w schronisku. Takich osób na terenie Olsztyna jest około 30-40. Mieszkają często na działkach i nie chcą przenosić się do schroniska. Jeśli jednak jest bardzo zimno, to nawet tych, którzy bardzo oponują ściągamy do schroniska. Latem – kiedy sprawdzimy, że sobie radzą i nie ma zagrożenia dla ich zdrowia i życia, zostawiamy ich w spokoju.

Czy zdarzają się bardzo młode osoby bezdomne?

Coraz częściej przychodzą do nas młodzi ludzie, czy to po alkoholu, czy dopalaczach, które chcą pomocy, bo jak twierdzą – rodzice wyrzucili ich z domu. To oczywiście absurd. Tłumaczymy im, że muszą wrócić do domu, pogodzić się z rodzicami, bo miejsce to jest dla osób bezdomnych. Zdarzały się tak absurdalne zdarzenia, że po takich rozmowach ci młodzi ludzie przychodzili i mówili nam, że wymeldowali się od rodziców, a więc są bezdomni i potrzebują naszej pomocy.

Schronisko jest zależne od Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, a ten z kolei od ratusza. Czy miasto wspiera Was w dążeniu do powiększenia ośrodka?

To też nie jest tak. My potrzebujemy więcej miejsc, ale jakoś radzimy sobie z tym, co mamy, ale też nie chcemy, by bezdomni mieli u nas na tyle komfortowo, by nie próbowali samodzielności, poszukiwania pracy itd. Mamy być przecież doraźną pomocą. My na bieżąco staramy się pomagać im w usamodzielnianiu się. Staramy się ich namawiać, by szukali pracy, tańszej stancji, na którą będzie ich stać. Przecież rozwiązaniem nie jest bezdomność, chcemy im to pokazać.

Dziękuję za rozmowę.

 

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz

Zamknij Elbląska Uczelnia Humanistyczno Ekonomiczna