Dzień Zwycięstwa – rzeczywistość czy piękny symbol?

Dzień Zwycięstwa – rzeczywistość czy piękny symbol?
Zdjęcie ilustracyjne
Fot. Łukasz Kozłowski / Olsztyn.com.pl

74 lata temu po kapitulacji hitlerowskich Niemiec, dekretem zatwierdzonym przez Krajową Radę Narodową, ustanowiono dzień 8 maja świętem państwowym. Do 2015 roku nosił nazwę Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności. Później zmieniono je na Dzień Zwycięstwa. Tego dnia uroczystości są obchodzone nie tylko w Polsce, ale również w Czechach, Anglii czy Francji. Państwa z dawnego bloku wschodniego obchodzą je dzień później.

Jest to data symboliczna, która zakończyła najbardziej krwawy konflikt XX wieku. Ale jest to także dzień refleksji nad skutkami wojen – wyniszczone ziemie, ludzie pomordowani, zgwałceni, okaleczeni, dobra zniszczone lub zrabowane. I nie jest to tylko wizytówka II wojny światowej, ale wszystkich innych od zarania dziejów, od pierwszego konfliktu, który mamy w pamięci. Technologia się zmienia, ale ofiary są zawsze takie same – to głównie cywile.

Dla mnie jest to dzień zadumy nad ludzką naturą. Ludzie są stworzeniami terytorialnymi, walczą o to, co ich dzieli (wiara, ideologia), lub czego nie mają (zasoby naturalne, przestrzeń). 8 maja 1945 roku cały świat miał nadzieję, że nazizm, jedna z najbardziej zbrodniczych ideologii, nie odrodzi się niczym mityczny feniks z popiołów. A przecież teraz, po ponad 70 latach, neonaziści mają się dobrze. Owszem, są nieliczni. Ale są! I to nie tylko w Niemczech, ale również w krajach, które ucierpiały najbardziej z rąk III Rzeszy, jak Polska czy Rosja. Doprawdy trudno mi zrozumieć, dlaczego czczą osobę odpowiedzialną za śmierć milionów, może i ich dziadków czy pradziadków.

Z drugiej strony, jestem niemal pewien, że neonaziści nigdy już nie będą mieli takiej władzy w żadnym kraju, jaką mieli właśnie w latach 30. i 40. XX wieku w Niemczech. Ale to przecież nie sprawi, że na świecie nie będzie dochodzić do wojen. Te były, są i będą. Nawet jeżeli wyeliminujemy jedną zbrodniczą ideologię, to ludzie wymyślą następną, może nawet gorszą. Przeżyliśmy cierpienia komunizmu w postaci stalinizmu, maoizmu, khmeryzmu. Byliśmy świadkami powstania zbrojnego ramienia Islamu – najpierw talibów, później ISIS. W końcu obserwowaliśmy konflikty, jakie w imię wolności, rozpalały Stany Zjednoczone w wielu miejscach na Ziemi.

Dlatego też dzisiaj myślę, czy możemy się przed nimi uchronić. Przecież stare pokolenie, pamiętające czasy II wojny światowej, odchodzi lub odeszło. A my, młodzi słyszeliśmy o tamtych czasach zaledwie z ich przekazów lub z lekcji historii. Ale tego nie przeżyliśmy! Nie potrafimy sobie nawet wyobrazić, co się wtedy działo. Tak na dobrą sprawę, mamy niemal tak niewielkie pojęcie o II wojnie, jak o wojnach polsko-krzyżackich. A przecież ten pierwszy konflikt miał miejsce tak niedawno. Zobaczmy, co się ostatnio działo. W samej tylko Europie wybuchła wojna domowa w Jugosławii, a Rosja – kraj bardzo mocno dotknięty zarówno działaniami Hitlera, jak i Stalina – zajęła sobie Krym. Izrael, od chwili powstania, gnębi Palestyńczyków (ci oczywiście nie pozostają dłużni, ale różnica skali jest tutaj znaczna), a przecież Żydzi byli masowo mordowani przez nazistów! A jest przecież jeszcze tzw. Państwo Islamskie, które skorzystało na osłabieniu al-Asada i stworzyło chyba najbardziej zbrodniczy twór polityczny w historii. W dodatku zwolenników ma na całym świecie, o czym zdążyła przekonać się Europa, a ostatnio Sri Lanka.

Czego ci ludzie chcą? Dlaczego zabijają innych? Czy są tylko ślepymi sługusami systemu/religii i wierzą, że ich niebo będzie rajem? Nie, do nich po prostu przemawia silna ideologia. Bo po prostu tacy są. I wiem, że na całym świecie są jednostki, które myślą podobnie. Dlatego też uważam, że Dzień Zwycięstwa jest pięknym, ale niestety tylko symbolem zniszczenia hydry, bo ona cały czas podnosi swój łeb, tylko pod inną postacią.

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz