Byłe pracownice sieci „Biedronka” walczą o odszkodowanie

Byłe pracownice sieci „Biedronka” walczą o odszkodowanie
Fot. Pixabay.com

15 lat temu pracowały w kilku sklepach sieci „Biedronka”. Niektóre straciły zdrowie z powodu – jak twierdzą – nieprzestrzegania przez tego pracodawcę przepisów BHP. Teraz przegrały w drugiej instancji, a Rzecznik Praw Obywatelskich odmówił wszczęcia procedury skargi nadzwyczajnej. Czy to już koniec tej sprawy?  

W latach 1997 – 2005 głośna była w Polsce sprawa wyzysku pracownic sieci sklepów „Biedronka”, prowadzonej przez portugalski koncern spożywczy Jeronimo Martins. Kobiety opowiadały w trakcie procesów sądowych o łamaniu praw pracowniczych oraz przepisów BHP. Miały wykonywać ciężką pracę fizyczną, przewożąc ogromne ilości towarów na ręcznych wózkach. Efektem tego były poważne urazy związane z przeciążaniem układu mięśniowo-szkieletowego. Dodatkowo ich pracodawca miał posuwać się do zastraszania osób protestujących przeciwko tym nadużyciom, mobbingując je w pracy.

W roku 2009 Sąd Najwyższy, orzekając w sprawie Doroty Jackowskiej z Olsztyna, jednej z byłych pracownic sieci „Biedronka”, uznał, że przestrzeganie przez pracodawcę zasad BHP jest dobrem osobistym pracownika. Poszkodowana wywalczyła wtedy w sądzie 300-złotowe zadośćuczynienie za każdy miesiąc pracy w warunkach rażąco naruszających jej „pracowniczą godność” - w sumie około 30 tysięcy. — Formalnie pracowałam w jednej z olsztyńskich Biedronek na 3/4 etatu. Praktycznie jednak było to 1,5 etatu, oczywiście bez żadnego dodatkowego wynagrodzenia — opowiada Jackowska. — Praca to była harówka, polegająca na ciąganiu wózka ręcznego, którym przewoziłam tony towarów z TIR-ów. Przez to nabawiłam się chorób kręgosłupa, „wysiadły" mi też mięśnie.

Koleżanki z pracy nie mogły już pójść w ślady p. Jackowskiej, ponieważ zgodnie z kodeksem pracy roszczenia ze stosunku pracy ulegają przedawnieniu po 3 latach. Dopiero w roku 2018 wpisano do kodeksu cywilnego zasadę, że okres przedawnienia roszczeń pracowniczych, dochodzonych na drodze cywilnej, a wynikających z przestępstwa, wynosi 20 lat.

Ponieważ naruszanie przepisów BHP jest przestępstwem opisanym w kodeksie karnym, schorowani byli pracownicy sieci „Biedronka", utrzymujący się teraz z niewielkich świadczeń rentowych przyznanych im w związku z utratą zdrowia, zdecydowali się na zbiorowy pozew w tej sprawie. Domagali się od 7,5 tys. do 48 tys. zł odszkodowań. Wsparcia udzieliło im tutaj stowarzyszenie Patria Nostra, która organizuje bezpłatną pomoc prawną w sprawach toczących się przed sądami w Polsce oraz innych krajach europejskich.

W pozwie czytamy o niemożności wykonania przydzielonej powodom pracy w tzw. normatywnym czasie pracy, przydzielaniu im obowiązków, które nie były związane ze stanowiskami, na których ich zatrudniono, niezapewnieniu bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, niewypłaceniu wynagrodzenia za godziny nadliczbowe oraz zlecaniu osobom płci żeńskiej prac wbrew zakazom wynikającym z powszechnie obowiązujących przepisów prawa. Wprawdzie roszczenia dotyczące rozliczeń za pracę przedawniają się po trzech latach i wytaczając proces sieci Biedronka po upływie lat 17 nie można wtedy liczyć na cokolwiek. Jednak jeżeli szkoda wynika z przestępstwa, okres przedawnienia wynosi 20 lat. Jedyną drogą do sukcesu było zatem przekonanie sądu, że sieć Biedronka naruszyła prawa pracownicze w sposób przestępczy.

Sprawę przegrano jednak z kretesem w sądach dwóch instancji. Sąd I instancji nie przyjął argumentacji powództwa i odmówił uznania postępowania kierownictwa sklepów sieci „Biedronka“ za działania o charakterze przestępczym. Sprawa stała się tym samym przedawniona od długiego już czasu i sąd oddalił powództwo.

Z kolei sąd apelacyjny stwierdził, że nie jest wystarczające przekonanie o innej niż przyjął sąd I instancji wadze (doniosłości) poszczególnych dowodów. Jak czytamy w uzasadnieniu do wyroku: „Apelujący negują ustalenia faktyczne poczynione przez sąd I instancji przedstawiając własną ocenę stanu faktycznego, a nie wykazują, jakie zasady miałyby zostać naruszone przez Sąd Okręgowy”. Sąd uznał bowiem, że nie udowodniono noszącego znamiona przestępstwa naruszania godności pracowniczej w sieci sklepów „Biedronka”.

Sąd stwierdził także, że „nie można a priori uznać, że fakty dotyczące warunków pracy w innym sklepie mogą obiektywnie wykazać warunki pracy w sklepach pozwanego w Elblągu i Pasłęku”. To samo dotyczy przywoływanego przez powodów raportu Państwowej Inspekcji Pracy, ponieważ żadna jego część nie dotyczyła wprost sklepów w Elblągu oraz Pasłęku w których byli zatrudnieni walczący o odszkodowania byli pracownicy.

Teraz trzeba jeszcze zapłacić koszty przegranego procesu. Także sieć „Biedronka” zadeklarowała, że nie odstąpi od egzekucji tych kosztów przez komornika. Obserwatorium Strasburskie, organizacja pozarządowa zajmująca się ochroną praw człowieka, przesłała do sądu apelacyjnego opinię amicus curiae (przyjaciela sądu) w której zwróciło uwagę na to, że wysokość opłat sądowych nie może ograniczać czyjegoś prawa do kontynuowania procesu sądowego. Tymczasem, już aby móc złożyć odwołanie do sądu II instancji, trzeba było najpierw zapłacić ponad 20 tys. zł. kosztów przegranego procesu w I instancji (2,7 tys. zł. na osobę). Kwotę tę wyasygnował mec. Lech Obara. Teraz, po przegranym procesie w II instancji, koszty, które pokrywa strona przegrywająca, wynoszą 17 000 zł. Niestety, Obara nie jest w stanie pomóc swoim klientom po raz drugi, ponieważ obecne ograniczenia w pracy sądów związane z pandemią koronawirusa, wpłynęły na znaczne ograniczenie jego dochodów.

Jak wyjaśnia mecenas: — Przegrani pracownicy są osobami schorowanymi, wyniszczonymi, utrzymującymi się z rent czy emerytur w wysokości 1200 – 1400 złotych, lub pracującymi dorywczo. Sieć sklepów „Biedronka" w Polsce zamknęła zaś rok 2019 przychodami rzędu 12,6 mld euro. Widoczna jest więc astronomiczna wręcz dysproporcja w osiąganych dochodach. Sytuacja finansowa stron jest nieporównywalna. Nie dostrzegł tego sąd, nie dostrzegł także Rzecznik Praw Obywatelskich…

Wprawdzie przegrana w II instancji kończy już możliwości dochodzenia swoich praw na drodze sądowej, od kilku lat funkcjonuje jednak w polskim prawie instytucja Skargi Nadzwyczajnej, która umożliwia rewizję przegranego już wcześniej z kretesem procesu.

Skargę Nadzwyczajną może wnieść Prokurator Generalny lub Rzecznik Praw Obywatelskich i właśnie na interwencję ze strony tego drugiego liczyli byli pracownicy „Biedronki”. Jednak w skierowanym do mec. Obary piśmie z 28 października 2019 Lesław Nawacki, dyrektor Zespołu Prawa Pracy i Zabezpieczenia Społecznego w biurze RPO, stwierdził, iż opisane wyżej wyroki Sądu Okręgowego i Apelacyjnego nie naruszają prawa w sposób rażący i oczywisty.

Oczywiście poprosiliśmy o wypowiedź także drugą stronę opisanego tutaj konfliktu. W e-mailu wysłanym do Biura Prasowego koncernu Jeronimo Martins Polska S.A. zapytaliśmy o mobbing i zastraszanie osób pracujących w sieci Biedronka, protestujących przeciwko wyzyskowi w pracy oraz nieprzestrzeganiu przepisów BHP, a także, czy na pewno w sytuacji tak dramatycznej różnicy potencjału finansowego obu stron procesu - potężnego koncernu oraz ledwo wiążących przysłowiowy „koniec z końcem" schorowanych pół inwalidów - tak zdecydowane egzekwowanie od nich kosztów procesu jest absolutnie niezbędne?

W odpowiedzi otrzymaliśmy niepodpisany przez nikogo e-mail przedstawiający stanowisko spółki:

Szanowny Panie Redaktorze, w żaden sposób nie komentujemy zdarzeń sprzed lat, o które Pan pyta, uznając, że najlepszym ich podsumowaniem są wyroki sądów zapadające na korzyść Jeronimo Martins Polska. JMP będąc stroną w tych sprawach, tym bardziej nie powinien komentować treści wyroków sądowych.

Centrum Praw Wykluczonych, prowadzone przez stowarzyszenie Patria Nostra, zorganizowało na portalu zrzutka.pl zbiórkę publiczną na pokrycie kosztów przegranego procesu II instancji, obciążających schorowanych i niezamożnych byłych pracowników sieci sklepów „Biedronka”. — Zbiórka spotkała się z dużym odzewem — informuje Aneta Markowska, sekretarz stowarzyszenia Patria Nostra. — W ciągu kilku dni udało się zebrać ponad 18 tys. złotych. Jeżeli nie uda się wywalczyć zwolnienia z kosztów sądowych, pieniądze ze zbiórki zostaną przeznaczone na ich pokrycie (tak jak to było w tytule zrzutki), a nadwyżka, czyli ponad tysiąc złotych trafi do syna zmarłej byłej pracownicy Biedronki. Jeśli walka zakończy się pozytywnie, to syn ten otrzyma cała kwotę. Jest to obecnie 19-letni Adrian Gliński z Ustki. Jego matka zmarła, kiedy miał zaledwie 4 lata. Oficjalną przyczyną było pęknięcie tętniaka. Kobieta pracowała w sklepie ponad siły, pchając wielotonowe wózki przy upale panującym na zewnątrz. Młody człowiek pragnie pieniądze uzyskane dzięki publicznej zbiórce przeznaczyć na studia.

Łukasz Czarnecki-Pacyński

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz