Advertisement

Kiedy policjant śpieszy się do wezwania

Inspektorat miejskiej policji sprawdzi, czy oficer dyżurny z komendy przy ul. Partyzantów opieszale reagował na telefoniczne zgłoszenie o pobiciu. Według naszej czytelniczki policjant zwlekał z

Inspektorat miejskiej policji sprawdzi, czy oficer dyżurny z komendy przy ul. Partyzantów opieszale reagował na telefoniczne zgłoszenie o pobiciu. Według naszej czytelniczki policjant zwlekał z wysłaniem radiowozu W piątek dostaliśmy e-maila od czytelniczki. Napisała, że w czwartek około godz. 20 do jednego z domów jednorodzinnych kilkaset metrów od osiedla Zacisze przybiegł ubłocony, młody mężczyzna. Krzycząc, wzywał pomocy. Domownikom powiedział, że niedaleko Bartąga pięciu nieznanych mu napastników bije i kopie jego kolegę. - Jemu udało się uciec i prosił o pomoc dla przyjaciela - opowiada czytelniczka. Rodzina, do której przyszedł, zadzwoniła pod alarmowy numer 112. Zgłosiła się komenda miejskiej policji. Mieszkańcy domku, do którego przybiegł mężczyzna poprosili dyżurnego, by niezwłocznie przysłał patrol. - Jednak policjant próbował zniechęcić dzwoniących. Powiedział, że Bartąg podlega pod Olsztynek i on zgłosi to policjantom z tamtejszej komendy - żali się czytelniczka. - Potem dodał, żeby mężczyzna wzywający pomocy dla bitego kolegi sam zadzwonił do komendy lub przyjechał do niej. Do dyżurnego jakby nie docierało, że właśnie w tej chwili komuś dzieje się krzywda i przy odrobinie dobrej woli można mu pomóc. Dalej relacjonowała, że dopiero po kilkuminutowym wzajemnym przekrzykiwaniu się dyżurny wysłał radiowóz, który przyjechał pod jej dom po ponad 20 minutach. - Jednak policjanci też nie spieszyli się na miejsce zdarzenia - żali się. I opowiada, że funkcjonariusze najpierw bez pośpiechu rozmawiali z mężczyzną, który przybiegł prosić o pomoc. Radiowóz odjechał we wskazane przez niego miejsce po kilku kolejnych minutach. - Chciałabym, by "Gazeta" dowiedziała się, dlaczego policja była w tej sytuacji tak opieszała. To przecież zagraża bezpieczeństwu obywateli - napisała nasza czytelniczka. Co na to policja? Anna Siwek, rzecznik wojewódzkiej komendy policji, poinformowała, że po naszym pytaniu komendant miejski polecił wyjaśnić okoliczności interwencji zgłoszonej dyżurnemu w czwartek wieczorem. - Przesłuchani zostaną świadkowie, a także dwaj mężczyźni, którzy mieli być pobici. Odsłuchane będą też nagrania z rejestratora rozmów dyżurnego. Jeżeli okoliczności podane w skardze potwierdzą się, winni poniosą konsekwencje dyscyplinarne - zapowiada rzeczniczka. Co decyduje o wysłaniu przez dyżurnego policjantów do zgłoszenia? - Przede wszystkim dostępność patroli i rodzaj zdarzenia - mówi Mieczysław Wójcik, zastępca komendanta olsztyńskiej policji. - Dyżurny natychmiast powinien wysłać patrol, jeśli zgłaszana jest bójka, pobicie czy awantura domowa. Wtedy jest największa szansa, że policjanci od razu złapią sprawcę. Dyżurny ma jednak trudną pracę, bo gdy wszystkie radiowozy są zajęte, musi zdecydować, który patrol odwołać z innej interwencji. Komendant dodaje, że w każdą noc po Olsztynie jeździ od kilku do kilkunastu patroli interwencyjnych. - Ich liczba się zmienia, bo co miesiąc robimy analizę bezpieczeństwa, dzięki której na bieżąco wiemy, gdzie i kiedy na olsztyńskich ulicach najczęściej dochodzi do zdarzeń - wyjaśnia Mieczysław Wójcik.

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz