[WYWIAD] ''Olsztyn to wymarzone miasto, o ile tu nie pracujesz''. Czy znana olsztyńska blogerka dusi się w swoim mieście?

[WYWIAD] ''Olsztyn to wymarzone miasto, o ile tu nie pracujesz''. Czy znana olsztyńska blogerka dusi się w swoim mieście?
Małgorzata Kowalewska-Kawuza prowadzi bloga o tematyce lifestyle'owej
Fot. Archiwum prywatne

Olsztyńska sfera blogowa wciąż wzbogaca się o nowych, zdolnych twórców. Wśród nich nieprzerwanie króluje jednak kobieta, dla której bycie „panią domu” oraz wychowywanie synów stało się największą pasją. Niekwestionowaną królową DIY, wnętrzarskich metamorfoz oraz słodkich wypieków jest autorka bloga „LadyoftheHouse”, Małgorzata Kowalewska-Kawuza. Jej blog dwa razy z rzędu został wytypowany do finałowej trójki najlepszych blogów w kategorii „lifestyle” z całej Polski. Z panią Małgorzatą rozmawiamy o propozycji pracy w telewizji, o „Friz’ie”, dzikach w centrum miasta i o tym, dlaczego Olsztyn nie jest dobrym miejscem do pracy.  

Małgorzata Kowalewska-Kawuza bardzo nie lubi, gdy zwraca się do niej per „pani”. W rozmowie postanowiliśmy zatem już na początku przełamać lody. Warto nadmienić, że nie było to nasze pierwsze spotkanie z blogerką. Już w 2015 roku pisaliśmy o jej sukcesach w artykule: Dom - cały jej świat. Blog olsztynianki wyróżniony!. Od tej pory wiele się zmieniło. Małgosia na swoim fanpage’u na Facebooku zgromadziła ponad 92 tys. obserwatorów, natomiast jej blog co miesiąc odwiedza 500 tys. czytelników. Co u niej słychać? Czy kocha swoje miasto i gdzie najchętniej spędza czas? Dlaczego uważa, że Suwałki są lepsze od Olsztyna?

Dla osób, które jeszcze Cię nie znają, czy mogłabyś nakreślić, o czym jest Twój blog?

- Na blogu mówię przede wszystkim o tym, jak „zapanować nad własnym Królestwem”, którym jest dom. Można u mnie znaleźć sposoby na aranżację wnętrz i ich metamorfozy, sposoby na utrzymanie porządku w domu i poradniki typu „Zrób to sam”. Lubię gotować, więc sporo miejsca na blogu poświęciłam także przepisom. Opowiadam też o swoim życiu, wychowaniu synów i urodowych trikach.

W 2015 roku mieliśmy już okazję z Tobą porozmawiać. Co zmieniło się od tamtego czasu w sferze blogowej?

- Widzisz, zdecydowanie zbyt rzadko się spotykamy, bo zmieniło się absolutnie wszystko. Mój blog od momentu wyróżnienia w prestiżowym konkursie „Blog Roku” stał się czymś w rodzaju „mini redakcji”. Wszystkie pomysły i realizacje nadal są wyłącznie moje, ale na jego sukces pracują także kamerzyści, fotograf, informatycy, grafik i asystentka. Sam świat mediów społecznościowych zmienił się nie do poznania. Nie wystarczy już tylko pięknie pisać. Trzeba jeszcze wiedzieć jak przekazać coś odbiorcom, jak ich zainteresować i jak przyciągnąć ich uwagę. Dlatego przez ostatnie lata postawiłam także mocno na video. Tylko w ubiegłym roku moje filmy obejrzało ponad 2 mln odbiorców. To skłoniło mnie do wybudowania własnego studia, w którym odtąd będę mogła tworzyć zdecydowanie częściej. 

Czy to jest już ten moment, w którym możesz powiedzieć, że osiągnęłaś szczyt?

- Wciąż mam mnóstwo planów. Stale powtarzam, że to, co osiągnął blog do tej pory, to zaledwie 4 z 10 poziomów, które sobie założyłam. Spotkajmy się w przyszłym roku. Myślę, że Cię zaskoczę.

A co się zmieniło w Twoim życiu prywatnym?

- Tutaj bez sensacji. Stale jestem żoną wspaniałego męża. Bardzo doceniam moją rodzinę. Mimo, że praca dosyć mnie pochłania, zawsze najbliżsi będą na pierwszym miejscu. W ubiegłym roku miałam okazję przyjąć propozycję prowadzenia programu telewizyjnego. Była to bardzo kusząca oferta, ale wiązała się z mieszkaniem poza domem. Wahałam się zaledwie pół dnia i zrezygnowałam. Chłopaki rosną w oka mgnieniu. Prawdziwe życie i szczęście jest tutaj z nimi. 

Jak to się stało, że dom stał się Twoją pasją?

- Miałam to w sobie od zawsze. Jako nastolatka przemeblowywałam swój pokój kilka razy w roku. Zamiast "Filipinki" (polskie czasopismo dla dziewcząt, wydawane od 1957 do 2006 – przyp. red.) kupowałam magazyny wnętrzarskie. Szybko okazało się, że mam także "smykałkę" do gotowania. Nagle to wszystko co lubię udało się połączyć w całość i tak powstał blog „LadyoftheHouse”. Uważam, że to jak żyjemy i mieszkamy ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Dla mnie urządzanie domu to proces ciągły. Domy ewoluują, tak jak nasze życie. Wciąż jesteśmy bogatsi o nowe doznania i doświadczenia. Nasze domy natomiast wzbogacają się nieustannie o nowe akcesoria, pamiątki i dekoracje. Napływające przedmioty sprawiają, że warto od czasu do czasu uporządkować naszą przestrzeń i zastanowić się (zupełnie tak jak w życiu), w którą stronę zmierza codzienność.

Na swoim blogu pokazujesz wiele pomysłów na DIY (z ang. „Zrób to sam” - przyp. red.)...

- Tak, mój blog jest po to, aby pokazać, jak zrobić coś własnoręcznie. Sami możemy zarówno przeprowadzić szybki remont, przearanżować wnętrza, jak i nauczyć się nowej sztuki kulinarnej czy zadbać o siebie. Staram się inspirować moich czytelników do wzięcia spraw w swoje ręce! Ja na przykład stworzyłam swoją pracę, zawód i ogromną pasję. Miałam do dyspozycji wyłącznie laptop i ogromny zapał, który zresztą towarzyszy mi do dziś.

Wraz z dorastającymi synami zmieniają się zapewne ich potrzeby, a czy przy tym również i Wasze domowe królestwo? Czy oni także dostarczają Ci inspiracji, które wykorzystujesz na blogu?

- Oczywiście! Wyobraź sobie, że całkiem niedawno mój starszy syn, zaczął opowiadać o Youtuberze o pseudonimie "Friz". Zapytał czy go znam, bo jest na topie. A ja byłam w kropce. Zaczęłam oglądać z nim wywiady i powiem Ci, że byłam zdumiona! Chłopak ma zaledwie 24 lata, a to co osiągnął w sieci jest niesamowite. Wywiady z nim stały się dla mnie inspiracją. Mamy do czynienia z pokoleniem, które wychowuje się wyłącznie na YouTube. Oczywiście możemy z tym dyskutować i negować wartości, które przekazują influencerzy (twórcy w świecie mediów społecznościowych, którzy wpływają na opinię obserwatorów – przyp. red.), ale ta walka z góry skazana jest na przegraną. Świat szybko ewoluuje. Wyciągnijmy z internetu, to co najbardziej wartościowe. Jest tam cały ogrom przydatnej wiedzy. Wiesz, że ostatnio uczyłam się gry na pianinie przez kurs online?

Interesujące. A jak myślisz, czemu Twój blog zawdzięcza sukces? Jest to oryginalna forma, a może tematyka?

- Bardzo trudne pytanie. Po pierwsze od samego początku bloga pragnęłam stworzyć miejsce w sieci, do którego sama chciałabym trafić. Tematyka na pewno pomogła, bo poruszam sprawy dotyczące nas wszystkich. Najwięcej chyba jednak zawdzięczam oryginalności. Widzisz, bardzo łatwo jest skopiować czyjś scenariusz na życie. Moi czytelnicy co rusz podsyłają mi kopie moich projektów na portalach lub zdjęcia ściągnięte z mojego bloga. Już nawet z tym nie walczę. Zbyt wiele dobrego dzieje się wokół, żebym pozwoliła sobie na tracenie energii na walkę z wiatrakami. Skupiam się blogu i od 7 lat konkuruję sama ze sobą. Wierz mi, że jest to najtrudniejsza z możliwych rywalizacji...

Mieszkasz w Olsztynie i tutaj też tworzysz. Czy to miasto jest dla Ciebie wystarczające? Nie dusisz się tu?

- O nie! Kocham to miasto! I nie zamieniłabym go na żadne inne. No może tylko w okresie zimowym, bo źle znoszę okres przedwiosenny. Problem Olsztyna jest taki, że jest to wymarzone miejsce do życia, o ile tylko w nim nie pracujesz. Ja szczęśliwie nie jestem z nim bezpośrednio związana zawodowo. Myślę, że na co dzień nie doceniamy zarówno położenia, jak i przyrody Olsztyna. Powiedz, gdzie indziej sarny podejdą pod Twoje okna? Albo gdzie znajdziesz dziki przechodzące przez jezdnię w samym centrum miasta? (śmiech)

W swoim filmowym przewodniku po Olsztynie wspomniałaś, że nasze miasto posiada wiele ciekawych punktów gastronomicznych, w których skosztujemy między innymi tradycyjnej, regionalnej kuchni. Często jadasz „na mieście"?

- Tradycyjnej, regionalnej kuchni warmińskiej doświadczymy tylko i wyłącznie w Karczmie Gietrzwałdzkiej. I muszę to podkreślić, bo kuchnia warmińska jest wspaniała, wyjątkowa, bardzo gościnna i domowa, ale niesamowite, że jej prawdziwe oblicze, znajdziemy tylko w jednym miejscu, i to na obrzeżach Olsztyna. Stosunkowo często stołuję się w restauracjach, ale jest to poniekąd mój zawodowy obowiązek. Muszę być otwarta na nowe doznania kulinarne. Zresztą wielu moich przyjaciół prowadzi w Olsztynie punkty gastronomiczne. Wiem gdzie się zaopatrują i jak wiele serca wkładają w swoją pracę.

Jakiego typu miejsca w Olsztynie są Twoimi ulubionymi?

- Latem i jesienią bardzo lubię Stare Miasto. Zawsze gdzieś rozbrzmiewa muzyka, za chwilę spotykasz znajomą twarz i zamienisz kilka zdań. Ogródki, knajpki, koncerty też mają swoją energię. Dzieci z kolei ciągnie do jezior, więc tam również często bywamy.  

Jeżeli mogłabyś zmienić jedną rzecz w mieście, w którym mieszkasz, to co by to było?

- Niestety muszę opowiedzieć o dwóch. Będą to brak stadionu piłkarskiego i brak wydarzeń kulturalnych. Widzisz mówię to zarówno jako mieszkanka miasta, jak i matka. Dzieci wychowuje się dwojako, poprzez sport i kulturę. Te dwie kwestie wzajemnie powinny się przenikać i uzupełniać. To jest wręcz nieprawdopodobne, że miasto takie jak Olsztyn nie ma stadionu czy hali widowiskowej z prawdziwego zdarzenia. Zachodzę w głowę, co stoi na przeszkodzie? Wielu prywatnych sponsorów chciało wybudować pełnowymiarowe boisko do treningów dla młodych piłkarzy. Problemem zawsze było miasto. Mój starszy syn trenuje piłkę nożną. Jeździmy po różnych turniejach i zauważyłam, że Olsztyn bardzo słabo wypada na tle innych miast. Wcale nie trzeba przywoływać hal w Gdyni czy Warszawie. Wystarczą podobne charakterem Suwałki.

W swoim video wspomniałaś, że Twój tata „dołożył swoją cegiełkę do tego miasta". Czy mogłabyś to wyjaśnić?

- Mój tata stworzył w Olsztynie największą firmę kamieniarską w północno-wschodniej Polsce. Jego realizacje np. Uniwersytet Warszawski czy kościoły w całej Polsce są w moich oczach jego cegiełką, jaką włożył w piękno architektury tego kraju. Podobnie jest z Olsztynem: cały amfiteatr, wiele kamiennych elewacji budynków, słynna ławka z Mikołajem Kopernikiem - to wszystko jego dzieło. Kiedyś nas już nie będzie, a kamień, który ozdabia również Olsztyn przetrwa kolejne wieki.

Nie chciałaś zatem pójść w jego ślady? Większą pasją okazało się pisanie?

- Ależ ja poszłam dokładnie w ślady mojego taty! To on nauczył mnie jak być przedsiębiorczą kobietą. Dał przysłowiową „wędkę” w postaci wiedzy i możliwości obserwacji jego decyzji, a kiedy przyszedł odpowiedni moment, sama zaczęłam łowić w swoim jeziorze. 

Dziękuję za rozmowę.

Galeria
Dodawanie komentarzy zostało wyłączone